Piotr Retecki – Obcy w swojej własnej ojczyźnie – mniejszość niemiecka w powiecie wałbrzyskim

Autor () zanotował wpis w dniu r.

Piotr Retecki

Obcy w swojej własnej ojczyźnie – mniejszość niemiecka w powiecie wałbrzyskim

Tygiel narodowościowo-kulturowy, jaki wytworzył się w powiecie wałbrzyskim po zakończeniu II wojny światowej, przejawiał się m.in. w obecności licznej społeczności niemieckiej, co wyróżniało ziemię wałbrzyską na tle Dolnego Śląska, zbliżając poniekąd do terenów Opolszczyzny i Górnego Śląska. Jeżeli na Dolnym Śląsku dążono do wysiedlenia całej ludności rdzennej, z wyjątkiem obszarów, wzdłuż których do 1939 roku przebiegała granica polsko-niemiecka (Syców, Namysłów, Milicz), co wiązało się z obecnością na tamtych terenach mniejszości polskiej, to na Górnym Śląsku i Opolszczyźnie zaniechano na większą skalę z wysiedleń Niemców na zachód1. Wynikało to prawdopodobnie z dwóch przyczyn: po pierwsze straty demograficzne poniesione przez Polaków w czasie II wojny światowej stawiały pod znakiem zapytania możliwość szybkiego zasiedlenia ziem uzyskanych na mocy decyzji mocarstw w Poczdamie; po drugie ludność Górnego Śląska i Opolszczyzny posiadała liczne związki z Polską, zamieszkiwała tereny pogranicza, gdzie wpływy polskie, niemieckie i czeskie się wzajemnie krzyżowały, co było widoczne w materii języka i religii. Gruntowna germanizacja tych ziem została rozpoczęta w zasadzie dopiero w drugiej połowie lat trzydziestych XX wieku; przejawiała się w zakazie używania języka śląskiego 2 oraz w zmianie nazw miejscowości bliskich nazwom słowiańskim3. Efekty tego procesu były jednak powierzchowne; osoby urodzone w latach trzydziestych nie posługiwały się językiem śląskim, ale go rozumiały, ponieważ posługiwali się nim w domu ich rodzice. Ze wspomnień Elizabeth Panic wynika, że zdarzały się sytuacje, w których takie rodziny były podsłuchiwane we własnych domach4. Wielu Ślązaków służyło w Wehrmachcie, ale bywały rodziny, których członkowie ginęli po stronie niemieckiej na froncie i po stronie polskiej w obozach koncentracyjnych i w oddziałach partyzanckich.

Skrajnie inne stosunki społeczno-narodowościowe panowały w powiecie wałbrzyskim do 1945 roku. Przeważała tam ludność ewangelicka, katolicy stanowili ok. 30% społeczeństwa. Do tego dochodziła jeszcze gmina starokatolicka i żydowska. Zróżnicowanie religijne mieszkańców ziemi wałbrzyskiej było widoczne poprzez obecność kilku świątyń, najczęściej katolickiej i protestanckiej, w jednej miejscowości5. Tamtejsze tereny były zamieszkane przez ludność rdzennie niemiecką, z wyjątkiem Żydów i robotników sezonowych z Europy wschodniej. Język, jakim się posługiwali, odbiegał nieco od języka niemieckiego używanego w zachodnich landach Rzeszy, była to jego dolnośląska odmiana, aczkolwiek nie mająca nic wspólnego z językiem polskim. Inny był też profil gospodarczy ziemi wałbrzyskiej, w przeciwieństwie do rolniczej Opolszczyzny. Był to teren pogranicza niemiecko-czeskiego, ale ludność ta nie miała ze sobą nic wspólnego, nie było jedności na płaszczyźnie języka, nie było też więzów rodzinnych, jak w przypadku Górnego Śląska czy Opolszczyzny.

Należy uznać więc za ewenement fakt, że w 1948 roku w powiecie wałbrzyskim zamieszkiwało 17,1 tys. Niemców, co stanowiło 36% niemieckiej populacji z Dolnego Śląska6. Wpłynął na to przede wszystkim profil gospodarczy powiatu, który zmuszał do utrzymania ciągłości wydobycia węgla i produkcji przemysłowej w jednym z nielicznych niezniszczonych działaniami wojennymi skrawku powojennej Polski. Nie oznaczało to, że wysiedleń w Wałbrzychu nie było. W lutym 1946 roku w powiecie wałbrzyskim mieszkało 107 709 Niemców, czyli w latach 1946 – 1948 z jego terenu wywieziono prawie 80 tys. osób7, na ich miejsce sprowadzając ludność polską ze wschodu, z Polski centralnej, z Francji, Belgii i Niemiec, ludność żydowską oraz grecką. Do pracy w kopalniach nadawali się jedynie przybysze z Borysławia, z powodu ich zatrudnienia w przemyśle naftowym, oraz górnicy polscy, którzy wraz z rodzinami w latach 1946 – 1948 w większości dobrowolnie przyjechali do Wałbrzycha z francuskich okręgów przemysłowych w Nord i Pas-de-Calais8. Na zjeździe przemysłowym ziem odzyskanych w sierpniu 1945 roku określono liczbę niemieckich górników pracujących w dolnośląskich kopalniach na 15 tys., a zapotrzebowanie na dalsze 25 tys. osób9. Zatrudnianie pozostałych grup społecznych budziło duże wątpliwości i powodowało wiele problemów. Nie można było bowiem zmusić osób o proweniencji wiejskiej do ciężkiej pracy pod ziemią, tym bardziej że zawód górnika w latach czterdziestych był nisko opłacany w porównaniu z innymi gałęziami przemysłu, nawet mimo wprowadzonego od 1 września 1946 roku tzw. dodatku zachodniego, który w górnictwie wynosił od 12 do 26 zł. za dniówkę. Co więcej, osadnicy polscy spodziewali się awansu zawodowego na ziemiach zachodnich, chętniej obejmowali sklepy i stanowiska w handlu, liczyli na stanowiska kierownicze. Propozycje pracy fizycznej traktowali jako obrazę10. Trudności związane ze skompletowaniem załóg górniczych spowodowały znaczne obniżenie produkcji węgla, co oficjalnie tłumaczono „racjonalną gospodarką wydobycia węgla”, który ze względu na swoje koksujące właściwości nie nadawał się do celów opałowych. Ostrzegano przed zatrudnianiem pracowników z terenów wiejskich, z tego względu, iż porzucali oni pracę dosyć szybko, wynosząc z kopalni strój roboczy i narzędzia. Dodatkowym czynnikiem opóźniającym wysiedlenia Niemców z powiatu wałbrzyskiego była ich dobra znajomość obsługi urządzeń mechanicznych, bez których kopalnie nie mogłyby normalnie funkcjonować, a których nie potrafili na ogół obsługiwać pracownicy polscy. Wałbrzych był wówczas największym ośrodkiem przemysłowym na Dolnym Śląsku; w drugiej połowie 1945 roku zatrudnionych było w przemyśle 24,6 tys. Niemców, czyli 83% ogółu pracowników. Dlatego dyrekcje kopalń oficjalnie protestowały przeciwko wywożeniu niemieckich górników na zachód, czy do strefy sowieckiej, czy do brytyjskiej. We wrześniu 1947 roku dyrekcja kopalni „Bolesław Chrobry” złożyła skargę do prezydenta Wałbrzycha w związku z próbą wysiedlenia 25 górników z tejże kopalni przez komisję, obradującą w stanie nietrzeźwym. Górnicy nie stawili się następnego dnia do pracy, pytając co mają robić. Dyrektor kopalni nazwał takie zachowanie „szczytem bezprawia, graniczącego z sabotażem” i zapytał się, kto zwróci górnikom ich utracone dniówki, a kopalni zrekompensuje poniesione straty. Wysiedlenie prawie 2 tys. niemieckich górników jesienią 1948 roku spowodowało niemalże załamanie produkcji węgla, gdyż kopalnia nie dysponowała rezerwami ludzkimi do zastąpienia wysiedlonych górników. Zwracano się z prośbą o zawrócenie wysiedlonych lub przyspieszenie reemigracji Polaków z Westfalii. Kopalnie uciekały się także do oszustwa jako sposobu uniknięcia wysiedlenia wartościowych pracowników niemieckich. Zatrudniały na kilka dni Niemców nie mających nic wspólnego z górnictwem, po czym przedstawiały ich jako górników gotowych do wysiedlenia. Dyrekcja kopalń musiała się liczyć bowiem z konsekwencjami niewykonania planów wydobycia, co mogło się wiązać z posądzeniem o sabotaż i zakończyć zwolnieniem, a nawet więzieniem. Wysoki odsetek pracowników niemieckich notowano także w innych gałęziach przemysłu, np. w Hucie Karol w 1950 roku na ok. 1100 pracowników ponad 230 było narodowości niemieckiej. Ludność niemiecka była przede wszystkim deportowana z miejscowości o profilu rolniczym i turystycznym, takich jak Szczawno Zdrój czy Mieroszów. Zdarzały się jednak wyjątki, np. Lubiechów, obecnie dzielnica Wałbrzycha, w latach czterdziestych osobna wieś, który został zajęty przez Armię Czerwoną 8 maja 1945 roku. Pomimo ustaleń między polską dyrekcją zagłębia wałbrzyskiego z lipca 1945 roku a komendanturą wojenną w Wałbrzychu, na mocy których wszystkie obiekty gospodarcze i należące do kopalń majątki rolne miały być zdane w ręce polskie, Sowieci stacjonowali w Lubiechowie do 1948 roku. W związku z tym ludność niemiecka tam zamieszkała uniknęła wysiedleń11.

Powyższe fakty wyjaśniają pozostawienie tak licznej społeczności niemieckiej w powiecie wałbrzyskim. Jak do nowej władzy państwowej odnosili się Niemcy? Jakie były ich postawy w pierwszych latach powojennych? Ingetraut Tabaka wspomina wydarzenie z okresu wkroczenia Sowietów do Wałbrzycha. Jadący ul. Niepodległości oddział został przywitany przez kilku niemieckich komunistów, którzy na powitanie zwycięskiej Armii Czerwonej ubrali się w garnitury. Niosących rewolucję żołnierzy nie zainteresowały deklaracje Niemców, ale zegarki które mieli w kieszeniach. Zabrali im je i odjechali12. Pierwsze dni po wkroczeniu Sowietów oznaczały gwałty i grabieże, ale zapewne nikt z niemieckich mieszkańców Wałbrzycha nie spodziewał się zmiany przynależności państwowej ich „małej ojczyzny”. Tym większe zdziwienie musiało budzić przybycie pierwszych osadników polskich. Znaczna ich część sama zapewne nie wierzyła w możliwość trwałego przyłączenia tej części Dolnego Śląska do Polski i przybywała jedynie w celu grabieży mienia niemieckiego. Z czasem fala terroru sowieckiego opadła i życie zdawało się wracać do normy. Jak wspomina Ingetraut Tabaka, nastąpiło to po miesiącu od wkroczenia Rosjan13. Terror sowiecki zminimalizował działalność podziemia niemieckiego, aczkolwiek ono istniało, także w powiecie wałbrzyskim. Jego celem do czasu konferencji w Poczdamie było utrzymanie nadziei Niemców na poprawę sytuacji, głównie poprzez zapewnianie o poparciu dla interesów niemieckich ze strony USA i Wielkiej Brytanii, oraz rozpalaniu nienawiści do Polaków lub Czechów. Treść jednej z ulotek, rozpowszechnianej w listopadzie 1945 roku w powiecie wałbrzyskim była następująca: „Niemcy na Morawie i Śląsku! Zwracamy się do Was po raz pierwszy. Pragniemy natchnąć Was otuchą, którą mogliście w ostatnich czasach utracić. Rzeczywistość jest inna niż sądzicie! Nie myślcie, że jesteście opuszczeni, że nikt nie troszczy się o Was i Wasze potrzeby. Naszym wzorem jest Ameryka – kraj wolności! My prowadzimy walkę z faszyzmem. Nie będziecie walczyć przeciw ludności niemieckiej, ale przeciwko słowiaństwu – Polakom i Czechom. Te narody wierzą, że odbudują swoje państwo przez terror i ucisk.[…]. W ciągu 24 godzin ruszą oddziały amerykańskie i nie zatrzymają się ani pod Warszawą, ani pod Moskwą. Zwracamy się do Was o rozpowszechnianie naszych wiadomości”14. Inna ulotka została znaleziona na granicy z Czechosłowacją: „Niemcy, nie traćcie nadziei, nie wszystko jeszcze stracone! Chociaż wojna przegrana, ale jednak pozostaje nam nadzieja, że nie wszystko na wschodzie stracimy. Polacy się tu nie utrzymają! Nie damy się im utrzymać. Dzięki wysiłkom naszej znakomitej taktyki już otworzyły się oczy angielskim i amerykańskim wielkodusznym narodom, które nie dopuszczą, aby polskie świnie żarły nasz chleb, zebrany na prastarej niemieckiej ziemi!”15. Rozpalana w tych manifestach nienawiść do Polaków lub Czechów nie była obca stronie polskiej, słowo „Niemiec” było pisane w dokumentach i prasie małą literą. Ogromny szok dla wałbrzyskich Niemców musiała stanowić decyzja o przyłączeniu ich stron rodzinnych do Polski z sierpnia 1945 roku. Być może niektórzy nadal wierzyli w odwracalność tych decyzji (nieobca ona była także stronie polskiej, która przez długi czas traktowała ziemie zachodnie jako przejściowo administrowane terytoria). Jednakże w kwietniu 1946 roku rozpoczęły się wysiedlenia rdzennej ludności. Dla wielu z nich była to największa życiowa tragedia, która rodziła decyzje tragiczne w skutkach. Dramatycznego czynu dokonał 17 maja 1946 roku w Kuźnicach Świdnickich (wówczas Młoty) Niemiec Fritz Strendel, który na wieść o wysiedleniu wysadził się wraz z całym domem, zabijając 19 osób, w większości Niemców, lecz także 2 milicjantów. Prasa okrzyknęła ten czyn sabotażem niemieckiego podziemia, a Strendla byłym działaczem NSDAP. Dowodem kontaktów z podziemiem miała być skrzynia z amunicją, którą znaleziono za jego domem. Było wówczas cechą charakterystyczną, że tego typu wydarzenia przypisywano niemieckiemu podziemiu, w czym najbardziej celowała prasa, a wraz z nią śledczy UB 16. Tak było także po wypadku, jaki miał miejsce w Gorcach (wówczas Piastowo) 29 lutego 1948 roku. W strzelaninie zginęli wówczas dwaj Polacy: Hilary Masalski i Antoni Wesołowski. O atak oskarżono Niemców, choć w 1948 roku istnienie jakiegokolwiek podziemia niemieckiego wydaje się być mocno wątpliwe.

W odpowiedzi na polską kolonizację terenów powiatu wałbrzyskiego, zawiązał się nieformalny sojusz miejscowych Niemców z Rosjanami. Bezpośrednią przyczyną była chęć ocalenia części Niemców przed wysiedleniem, gdyż stanowili oni dla Sowietów tanią siłę roboczą. Niemcy widzieli z kolei w Sowietach swoich obrońców przeciwko grabieżom, jakich dokonywali Polacy. Obecność wojskowa Rosjan była zapewne traktowana jako tymczasowa, stąd ich traktowanie jako antypolskiego sprzymierzeńca. Do władz sowieckich został wystosowany memoriał, w którym napisano: „Jeżeli Polacy nie potrafią rządzić, dlaczego Rosjanie nie odsuną ich od władzy? Tam gdzie rządzą Rosjanie, istnieje porządek i ludzie nie głodują.[…]. Jak długo to będzie trwało? Cała nadzieja teraz w Was, Panie Komendancie”17. Formalny stosunek władz polskich do ludności niemieckiej był wrogi. Świadczy o tym okólnik przedstawiciela Rządu RP na obwód Wałbrzych z 23 sierpnia 1945 roku, który stanowił, że utrzymywanie stosunków towarzyskich z Niemcami przez funkcjonariuszy administracji państwowej uwłacza polskiej godności narodowej, świadomie ignoruje cierpienia całego Narodu Polskiego, obniża powagę śmierci wielu milionów Polaków, zmniejsza wartość wyrządzonych nam, nie dających się nagrodzić szkód moralnych i materialnych. Mimo tych zakazów, rodziły się znajomości i przyjaźnie polsko – niemieckie. I. Tabaka w 1946 roku poznała swojego męża, który był wówczas milicjantem. Z tego powodu aż do 1953 roku nie mogli wziąć ślubu, bo nikt im go nie chciał udzielić. Tego typu związki rodziła niekiedy konieczność życiowa. Wiele rodzin na początku swojego pobytu w Wałbrzychu było zakwaterowanych z rodzinami niemieckimi. Pozytywnym stosunkiem do wałbrzyskich Niemców odznaczali się reemigranci i repatrianci z Francji oraz Westfalii. W przypadku „westfalaków” było to uzasadnione tym, że mieli oni korzenie polskie, ale wychowani byli jako Niemcy i niejednokrotnie nie władali nawet językiem polskim18. W przypadku „Francuzów” sprawa była bardziej skomplikowana. Część z nich do Francji przyjechała tuż po zakończeniu I wojny światowej z Niemiec, ukończyła niemieckie szkoły i znała język, rozumiała niemiecką mentalność. Przebieg okupacji we Francji w czasie II wojny światowej był znacznie lżejszy niż w Polsce i „Francuzi” nie żywili w stosun ku do Niemców takiej nienawiści, jak np. kresowiacy, czy mieszkańcy Polski centralnej.

Postępowanie Niemców w tym okresie było wysoce pragmatyczne. Przejawiało się to nie tylko w stosunku do Sowietów. Ówczesnym wyzwaniem dla wałbrzyskich Niemców stało się „bycie obcym w swoich rodzinnych stronach”19. Mimo represji i ciężkiej sytuacji aprowizacyjnej, starali się oni nadal podtrzymywać życie kulturalne. W chwili przybycia na teren wałbrzyski pierwszych polskich osadników, zastawali oni w miarę normalnie funkcjonujące społeczeństwo. Działały sklepy, choć zaopatrzenie było słabe. Funkcjonowały kawiarnie, jeździły tramwaje, działały telefony. Administracja niemiecka, działająca sprawnie do początków maja 1945 roku została przez Sowietów utrzymana. Starostwo w Wałbrzychu do 28 maja miało obsługę niemiecką, dopiero potem przejęli je Polacy. W Cieplicach Zdroju, wizytowanych pod koniec maja 1945 roku przez nowe władze polskie, witała je czterdziestoosobowa grupa w strojach krakowskich. Dla niemieckich pracowników Starostwa Powiatowego w Wałbrzychu były organizowane kursy języka polskiego. W miarę zwalniania pracowników niemieckich zmniejszała się liczba uczestników, aż w końcu kurs zamknięto w listopadzie 1945 roku20. Ponadto istniała w Wałbrzychu szkoła górnicza, przeznaczona dla Niemców, gdzie językiem wykładowym był niemiecki. Powstała ona na polecenie dyrektora Zrzeszenia Przemysłu Węglowego inż. Totlebena. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu i trwały 6 godzin dziennie, słuchaczy było ok. 200. Oprócz przedmiotów warsztatowych, wykładano także język polski i matematykę. Szkołę zamknięto w styczniu 1946 roku21. W czerwcu 1945 roku w Wałbrzychu grały trzy orkiestry: dęta, symfoniczna i jazzowa. Do września tego roku utrzymało się niemieckie kino22.

Zakończenie wysiedleń Niemców w październiku 1948 roku zmieniło stosunek władz polskich do tej grupy społecznej. W raporcie KW PZPR w Wałbrzychu z listopada 1949 roku nie stwierdzano zachowań ludności niemieckiej, świadczą cych o „jej negatywnym stosunku do Państwa i Narodu Polskiego”23. Stopniowo odbudowywano normalne życie codzienne. Zniknęła groźba wysiedlenia z własnego kraju i utraty niemal całego majątku. Niemieckie dzieci na nowo mogły zacząć naukę, która wcześniej była nielegalna. W maju 1949 roku, za zgodą władz sowieckich, otwarto szkołę dla dzieci Niemców, którzy pracowali w ogrodnictwie w Lubiechowie. Na mocy zarządzenia Ministerstwa Oświaty z 1 września 1950 roku na Dolnym Śląsku miały powstać szkoły podstawowe z językiem wykładowym niemieckim24. Jedna z takich szkół powstała na Białym Kamieniu, który wówczas jeszcze nie był dzielnicą Wałbrzycha. Polski kurator oświaty, Jan Tuznik mianował organizatorem tejże szkoły 18-letniego wówczas Bernharda Grunda. Dostał on do pomocy zaledwie dwie niemieckie nauczycielki, a dzieci było 500. Problemów ze zdobyciem zgody na założenie szkoły nie było, gdyż burmistrzem Białego Kamienia był reemigrant z Zagłębia Ruhry, z którym B. Grund mógł swobodnie rozmawiać w języku niemieckim. Dzieci nie potrafiły pisać ani czytać: „Wspominając pierwsze dyktanda i wypracowania, chciałoby się rzec, iż była to wołająca o pomstę do nieba zbrodnia, jaką wyrządzono tym dzieciakom, jeśli chodzi o ich język ojczysty”25. Jak wspomina Rosemarie Schilke, tuż po wyjściu Sowietów z jednej ze szkół wałbrzyskich, którą zajmowali jako koszary, powstała szkoła polska: „Nie umiem powiedzieć, czy niemieckie dzieci nie były początkowo z zasady przyjmowane, czy z zasady nie były zapisywane przez rodziców. Ludność niemiecka miała nadzieję, że Śląsk wkrótce powróci do Niemiec i nastąpi normalizacja życia. Później poznałam inne niemieckie dzieci, które poszły do polskiej szkoły. Były one jednak narażone na duże szykany, gdyż nie znały języka polskiego i dla nauczycieli oraz uczniów stanowiły łatwy cel do wywierania zemsty na Niemcach. Z nienawiścią stykaliśmy się również na ulicy, gdzie niemieckie dzieci były często bez powodu bite przez polskie dzieci lub zabierano im zabawki. Z polskimi dziećmi sąsiedztwa nawiązała się wkrótce niewymuszona przyjaźń tak, że bardzo szybko nauczyłam się języka polskiego. W tym czasie bez nauki szkolnej matka nasza próbowała z nami ćwiczyć czytanie i rachowanie. […] Ale godziny ćwiczeń nie były regularne, ani też systematyczne. Znajoma naszych rodziców, panna Schroll, była dawną sekretarką, a teraz bez pracy, była gotowa za małą opłatą, najczęściej w naturze, uczyć moją siostrę i mnie. Udało nam się zdobyć kilka książek. Ponieważ w podobnej sytuacji było więcej rodzin, wkrótce dołączyły do nas nasze koleżanki i dzieci z sąsiedztwa. Te prywatne spotkania Niemców były jednak zabronione. Tak więc spotykaliśmy się potajemnie, nasze pomoce szkolne chowaliśmy w torbach na zakupy między robótkami ręcznymi lub zabawkami. Przychodziliśmy i wychodziliśmy pojedynczo w odstępach dziesięciominutowych. Wkrótce grupa stała się tak duża, że panna Schroll musiała ją podzielić według wieku i zaawansowania. Miała ona również w innych dzielnicach „prywatnych uczniów i uczennice”. Nasza „pani nauczycielka” była kilka razy przesłuchiwana przez polską milicję i skazywana na prace polowe. Mimo tego dalej nas dzielnie uczyła”26. Tajne nauczanie było także tworzone na terenie Boguszowa, Gorców, Kuźnic Świdnickich i Starego Lesieńca od początku 1946 roku przez rektora Kricke. Grupy z około ośmioma uczniami odbywały się w domach ich rodziców. Podręczniki szkolne były przepisywane na maszynie do pisania i powielane przez kalkę27. O podziemnym nauczaniu opowiada też Wolfgang Kellner: „Pod koniec 1946 roku nasza mama znalazła pracę w ogrodnictwie w Lubiechowie, które Rosjanie skonfiskowali dla siebie. Tam zatrudniano tylko Niemców. Dzięki temu moja mama miała nie tylko pracę, ale i ochronę przed nagłym wypędzeniem przez Polaków. Teraz problem „szkoły” wysuwał się na plan pierwszy. W Świebodzicach mieszkało jeszcze kilku nauczycieli, którzy nauczaniem niemieckich dzieci zarabiali na swoje utrzymanie, co było jednak zabronione. Nasza mama zaoszczędziła z niewielkiej pensji, jaką dostawała tyle, że posyłała nas na dwie lub trzy godziny w tygodniu do Świebodzic do panny Rausch. Miejsce nauki było ciągle zmieniane. O ile sobie dobrze przypominam, byliśmy na Bubenau u rodziny, której nazwiska nie znam, na Bluecherstrasse u rodziny Schroeiber i na Banhofstrasse u rodziny Krause”28.

Odrodzenie się sieci szkół niemieckojęzycznych wynikało raczej w tych czasach z inicjatywy oddolnej, Niemcy wiedzieli, że ich obecność w Polsce jest niezbędna ze względu na rolę, jaką odgrywają w gospodarce. Stąd być może śmiałość w zgłaszaniu kolejnych żądań, które miały przywrócić normalność życia codziennego. Niewątpliwie czynnikiem, który wpłynął na poprawę położenia mniejszości niemieckiej w Polsce, było podpisanie układu granicznego między NRD a Polską w Zgorzelcu w 1950 roku. Rosemarie Schilke mówi, że dolnośląscy górnicy mieli „podobno” zagrozić strajkiem w razie niewprowadzenia niemieckojęzycznych szkół29.

W latach 1950-1958 w powiecie wałbrzyskim powstały 22 szkoły niemieckojęzyczne30. Istniały problemy kadrowe, nauczycielami byli albo starzy pedagodzy, albo ludzie, którzy nie mieli wykształcenia pedagogicznego, przez co zadanie nauczania ich nieco przerastało. Szkoły często zmieniały swoją lokalizację, niemieckie dzieci musiały przebywać długą drogę na lekcje. Zawodowa Szkoła Górnicza powstaje na Piaskowej Górze 1 września 1950 roku, nieco później zostaje otwarta szkoła zawodowa w Boguszowie. W roku szkolnym 1952/1953 powstaje szkoła podstawowa na Konradowie. W 1953 roku powstało niemieckie liceum. Jak wspomina Rosemarie Schilke, „Bernhard Grund musiał niektórych rodziców mocno przekonywać podczas indywidualnych rozmów, aby chcieli posłać swoje dzieci do szkół ponadpodstawowych”31. Istniała możliwość kształcenia niemieckich nauczycieli w Liceum Pedagogicznym w Świdnicy. Otrzymywali oni stypendia państwowe oraz dodatkowe dopłaty za pobyt w internacie. Do lipca 1956 roku wykształcono 50 niemieckich nauczycieli, którzy podjęli pracę na terenie województwa wrocławskiego i w Kostrzynie nad Odrą32. Odbudowa legalnego szkolnictwa niemieckiego jest szczególnie podkreślana jako ważny moment w normalizacji życia codziennego. Powstają na nowo niemieckie organizacje kulturalne. Wspominany już wcześniej Bernhard Grund powołał do życia chór dziecięcy. We wrześniu 1950 roku powstaje Zespół Pieśni i Tańca „Freundschaft”, który ma w swoim repertuarze polską i niemiecką muzykę ludową oraz muzykę poważną33. Liczył on 90 członków34. W Świdnicy powstała Niemiecka Grupa Kulturalna pod kierownikiem Erwina Peterki, która przedstawiała utwory operetkowe i rewie35. W Boguszowie istniał chór, w skład którego wchodzili uczniowie z Wałbrzycha i Świdnicy 36. Od 1950 drukowana we Wrocławiu jest gazeta „Die Arbeiterstimme”37.

Społeczność niemiecka była jednocześnie pod stałą kontrolą funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W każdym sprawozdaniu miesięcznym UB znajdowała się część, opisująca „zagadnienie niemieckie”. W sprawozdaniu ze stycznia 1952 roku można przeczytać: „[…] po zagadnieniu niemieckim uzyskano dane tak agencyjne jak i oficjalne mówiące nam w dalszym ciągu, że tak Niemcy, jak i autochtoni zwracają się do MRN jak i do PRN do Wydziału Społeczno-Administracyjnego w celu rejestracji się na wyjazd do Niemiec. Stwierdzono również, iż w dalszym ciągu poważna ilość autochtonów z terenu pow. wałbrzyskiego zwraca tymczasowe zaświadczenia obywatelstwa polskiego, a pozostawia przy obywatelstwie niemieckim w celu wyjazdu do Niemiec”38. Z raportów tych wynika duże niezadowolenie z sytuacji, jaka istniała w Polsce na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Duże nadzieje pokładano w polityce Konrada Adenauera, każde wydarzenie w zachodnich Niemczech było komentowane z dużą uwagą i nadzieją na poprawę sytuacji Niemców na Dolnym Śląsku. „Obywatel niemiecki Rasper Fritz w rozmowie z informatorem powiedział, że Adenauer będzie z Ameryką formował armię niemiecką, kiedy ta już będzie gotowa, to zaczepią Rosję i w ten sposób rozpocznie się wojna. Ob. Wiegand Bernard zatrudniony w kop. M. Thorez powiedział, że do miesiąca maja to jeszcze wszystko wytrzyma, a później się zmieni. Ponieważ można obecnie wyczuć z panującej sytuacji, że już wszystko jest zaostrzone dla celów wojennych i nie darmo jest produkowana nowa broń. W Niemczech jak oświadczył w/w ogranicza się praw dla komunistów, to jest znak do zaostrzania się stosunków, tak samo jak było poprzednio kiedy zaatakowano Związek Radziecki, a następnie wybuchła wojna. […]. Jak wynika z otrzymanych danych agenturalnych, Niemcy w swych wypowiedziach często komentują na temat wojny, przez co stwarzają ujemne wpływy na pozostałych Niemców zatrudnionych w poszczególnych kopalniach zagłębia wałbrzyskiego, w wyniku czego załoga niemiecka nie jest zmobilizowana w pracy i wykonywaniu norm wydobycia węgla”39. Na siłę doszukiwano się niemieckiej konspiracji, która szykowała się na moment wkroczenia wojsk zachodnich (amerykańskich, brytyjskich bądź niemieckich) na Dolny Śląsk. Na trop takiej „konspiracji” UB wpadła na terenie Kuźnic Świdnickich: „Rozpracowywano środowisko młodych Niemców, b. członków hitlerowskich organizacji H.J. zam. w Kuźnicach Świdnickich. Ustalono, że schodzą się oni żeby grać w warcaby i inne gry, a następnie słuchają audycji z Niemiec Zachodnich”40. W toku dalszego postępowania śledczy UB dowiedzieli się, że grupie przewodził Alfred Klass, były członek Hitlerjugend41. „Grupa ta urządza wycieczki do lasu dwa do trzech razy w tygodniu, gdzie przeprowadza ćwiczenia w walce na bagnety przy pomocy kijów. […].W czasie ćwiczeń Klass Alfred oświadczył do zebranych, że dlatego się ćwiczą walki na bagnety, by umieć się bić, ponieważ jak przyjdą Niemcy, będziemy rżnąć polaków, a tego trzeba się nauczyć, a taka chwila już wkrótce nastąpi”42. Grupa miała planować zdobycie broni oraz wysadzenie pociągu za pomocą miny talerzowej, którą miał w domu A. Klass. Ostatecznie jednak nie została założona stała organizacja, gdyż A. Klass miał się obawiać aresztowania. Podobnych przypadków było wiele. Donosy świadczyły o oczekiwaniu na wojnę, która wyprze Polaków z Dolnego Śląska. Nadzieje wzbudzały rozruchy w NRD w 1953 roku: „Odnośnie ostatnich wypadków w NRD Klass Alfred słuchając radia z Berlina Zachodniego wypowiedział się, że do NRD powinni przyjść jak najbardziej Amerykanie co by spowodowało że by też przyszli do Wałbrzycha. Słuchając szczekaczki zagranicznej Klass Alfred był zadowolony z podawanymi przez nich przebiegami rozruchów”43. Najczęstszym powodem donosów było słuchanie Radia Wolna Europa, ale podejrzane było zwykłe zebranie po pracy w domu. UB z pewnością nie miała należytej ilości agentów, żeby penetrować całą społeczność niemiecką, ale możemy wnioskować, że skala niezadowolenia z ówczesnych warunków w Polsce wśród Niemców była bardzo duża.

Zasadnicze zmiany w położeniu mniejszości niemieckiej w Polsce przyniósł rok 1956. Na fali społecznego entuzjazmu do władzy doszedł wówczas Władysław Gomułka, który zapoczątkował krótkotrwałą liberalizację systemu totalitarnego w Polsce. Ten sprzyjający czas został wykorzystany przez mniejszość niemiecką do wywalczenia kolejnych ustępstw. Do władz PRL zostało skierowane w listopadzie 1956 roku przez środowisko niemieckie z województwa wrocławskiego Memorandum: „Podczas licznych zebrań niemieckiego aktywu partyjnego zgrupowanego w szeregach PZPR, w Związkach Zawodowych i w szeregach ZMP, w coraz silniejszym stopniu rozlegają się głosy omawiające położenie i potrzeby ludności niemieckiej, zamieszkałej na terenie Wałbrzyskiego Zagłębia Węglowego”44. Postawiono pięć żądań, które sprowadzały się do przyspieszenia udzielania zgody na wyjazdy stałe bądź czasowe do Niemiec (NRD i RFN), przydzielenia Niemcom zamieszkałym w Polsce obywatelstwa polskiego45, powołania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, które oprócz działalności kulturalnej zajmowałoby się pośredniczeniem w sprawach dotyczących wyjazdu do NRD bądź RFN46, a także zatrudnienia w urzędach administracji publicznej osób władających językiem niemieckim. Domagano się także uznania niemieckiego wkładu w odbudowę polskiej gospodarki po 1945 roku, co miało skutkować swobodą wywożenia majątku ruchomego na zachód. Treść Memorandum należy uznać za odważną, zwłaszcza niektóre jego fragmenty: „Biorąc pod uwagę fakt, że prawie wszyscy petenci już od dwunastu lat i więcej nie widzieli się ze swoimi najbliższymi, już choćby z pobudek czysto ludzkich należy ten stan rzeczy uznać za wysoce krzywdzący. […]. Należy stwierdzić, jako fakt godny potępienia, że Niemiecka Republika Demokratyczna, jako socjalistyczne, zaprzyjaźnione z Polską Ludową państwo, dotychczas nie podjęło żadnych kroków celem uznania obywateli narodowości niemieckiej w Polsce jako mniejszości narodowej”47. W skład niemieckiej delegacji weszli Brandt, Seidel, Berger, Seiler i Gerber48. Strona rządowa wyraziła zgodę na przekazanie Niemcom dokumentów tożsamości. Ci, którzy pragną pozostać w Polsce, będą mogli przyjąć polskie obywatelstwo albo korzystać z praw mniejszości narodowej. Osoby ujęte na listach Niemieckiego i Polskiego Czerwonego Krzyża otrzymały zgodę na wyjazd do swoich rodzin w Niemczech. Górnikom miano umożliwić w ramach urlopu bezpłatną podróż do Niemiec. Zgodzono się na udział ludności niemieckiej w wyborach do Sejmu, choć kwestią sporną było wówczas wystawienie jednego kandydata ze względu na rozsianie mniejszości niemieckiej po całym kraju. Strona polska odniosła się życzliwie do propozycji utworzenia Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego49.

4 maja 1957 roku w Wałbrzychu powołano do życia pierwsze w Polsce Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Za nim zaczęły powstawać kolejne, zwłaszcza na Opolszczyźnie. Był to już jednak okres, w którym ze względu na możliwość wyjazdu na zachód w ramach akcji łączenia rodzin bądź wyjazdów indywidualnych znaczna część mniejszości niemieckiej opuściła powiat wałbrzyski. Wyjechał duszpasterz niemieckich katolików z Wałbrzycha, Szczawienka, Lubiechowa i Książa, Johannes Libelt, a jego miejsce zajął Wolfgang Zedler50. Od maja 1967 roku opiekę duszpasterską nad niemieckimi katolikami w Wałbrzychu przejęli franciszkanie z Wrocławia51. Ewangelikami w Wałbrzychu zajmował się od 1956 roku pastor Pośpiech52. Miejsce Niemców zajęła częściowo ludność polska, która przybyła z dawnych kresów wschodnich w ramach tzw. drugiej repatriacji. Pokłosiem wyjazdów niemieckich po 1955 roku była dewastacja mienia niemieckiego, zwłaszcza cmentarzy i kościołów ewangelickich, które od tej pory stały nie użytkowane. Całkowicie zniszczone zostały kościoły w Szczawienku, w Mieroszowie i w Kuźnicach Świdnickich. W ruinę popadły kościoły w Gorcach, Boguszowie i Unisławiu Śląskim. Kościół ewangelicki w Boguszowie, jeden z najstarszych obiektów w tym mieście53, stał do 1965 roku pusty, był otwarty na grabieże. W 1966 roku adaptowano go na halę sportową kopalni barytu, co spowodowało dalszą dewastację jego wnętrza. Od 1977 roku został przeznaczony na magazyn mebli. Jedyny remont, jaki przeprowadzono po 1945 roku, to remont dachu z 1984 roku. Do dziś zachowały się jedynie fragmenty dawnego wyposażenia kościoła, sama świątynia jest szczelnie zamknięta z obawy przed włamaniami. Podobny los czekał cmentarz ewangelicki w Boguszowie, który został zdewastowany, płyty nagrobne w większości zrabowane na cele budowlane, a część dawnego cmentarza stanowi obecnie kort tenisowy. Cmentarz ewangelicki na Szczawienku został zamieniony na park. W 1960 roku w powiecie wałbrzyskim pozostało mniejszość niemiecka liczyła ok. 1 tys. osób.

Dziś na ziemi wałbrzyskiej pozostało niewielu Niemców. Nie mają zbyt wielu powodów do optymizmu, kiedy patrzą na ich „małą ojczyznę”: przemysł w Wałbrzychu upadł, upadła turystyka, społeczeństwo jest podzielone. Współczesny Wałbrzych w niczym nie przypomina tego miasta, którym był przed 1945 rokiem. Rozmawiając z przedstawicielami mniejszości niemieckiej można wyczuć duży żal w stosunku do Polaków. Niestety dużo z nich odmówiło w ogóle chęci rozmowy na temat ich przeżyć, twierdząc że to, co było, musi pozostać między nimi. Ich historia nie była łatwa, ale należy pamiętać, że swój los musieli znosić w konsekwencji wydarzeń II wojny światowej, którą wznieciła III Rzesza. Zaniedbania edukacyjne w stosunku do niemieckich dzieci, traumatyczne wspomnienia z lat dziecinnych o represjach ze strony Polaków, strach przed wysiedleniem i utratą całego majątku – są to niewątpliwie fakty, które budzą współczucie. Nie należy jednak zapominać, że te same represje dotykały polskie dzieci ze strony Niemców w okupowanej przez nich Polsce. Opisy metod konspiracyjnych stosowanych przy nielegalnym nauczaniu Niemców w Wałbrzychu są podobne do tych samych, stosowanych przez Polaków w okupowanym kraju. Jeżeli ze strony niemieckiej pojawia się dość często określenie „wypędzenie”, to nie należy zapominać o jego etymologii: słowo to wywodzi się z Biblii w odniesieniu do ludności żydowskiej, która została wypędzona za wcześniej popełnione grzechy. Odpowiedzialność za II wojnę światową spoczywa na Niemcach, którzy poparli nazistowską ideologię i nie zrobili nic, żeby powstrzymać Hitlera w jego szaleńczych planach. Historia Niemców wałbrzyskich ukazuje, jak przywiązanie do ziemi ojczystej jest silniejsze od trudności dnia codziennego, ale też gdzie kończą się granice cierpliwości. Nie jest jednakże przykładem wyjątkowym, wystarczy spojrzeć na losy Polaków, którzy w latach 1944-1946 nie opuścili dawnych kresów wschodnich, ich historia jest analogiczna. Ich historia jest przestrogą dla kolejnych generacji przed wszczynaniem wojen, które rodzą nieodwracalne skutki.

 Przypisy:

1 Nie należy oczywiście zapominać o wysiedleniach, dokonywanych przez Sowietów, którzy deportowali ok. 30 tys. Niemców do pracy w sowieckich okręgach przemysłowych. Deportacje te dotyczyły powiatów silnie uprzemysłowionych.

2 Relacja Elizabeth Panic, 11. 03. 2009, Staniszcze Małe. Za posługiwanie się językiem śląskim groziło w czasie wojny zesłanie do obozu koncentracyjnego. E. Panic wspomina jednego Polaka, który w czasie wojny był pracownikiem przymusowym i nie znał języka niemieckiego. Miejscowa ludność narażała się na niebezpieczeństwo i rozmawiała z nim w języku śląskim. Po 1945 r oku tenże Polak został członkiem MO i nasyłał na rodziny śląskie milicję za to, że śpiewały niemieckie piosenki ludowe. Relacja Elżbiety Feliks, 12. 03. 2009, Krasiejów: „Nasi rodzice mówili po śląsku, ale my po niemiecku […] bo to było zabronione. Tutaj jeździł taki policjant na koniu i on nieraz podsłuchiwał”. E. Feliks wspominała ponadto o kilku „punktach”, które dostawało się m.in. za używanie języka śląskiego. Osoby, które miały dużo „punktów”, były gorzej zaopatrzone, musiały się liczyć także z więzieniem.

3 Np. położony w powiecie strzeleckim Krasiejów do 1936 roku nosił nazwę Krascheow, w latach 1936 – 1945 zmieniono ją na Schönhorst, Kolonowskie do 1936 roku nazywało się Kolonnowska, w l. 1936 – 1945 Grafenweiler, wieś Chobie nosiła do 1936 roku tę samą nazwę co po 1945 roku, w latach 1936 – 1945 przemianowano ją na Koben. Podobne przykłady można by mnożyć.

4 Relacja Elizabeth Panic: „Była taka rodzina co była podsłuchiwana pod oknem przez sąsiada, który był taki proniemiecki”.

5 W Wałbrzychu znajdowały się kościół katolicki, ewangelicki i synagoga, w Boguszowie kościoły katolicki, ewangelicki i starokatolicki. Świątynie katolickie i ewangelickie znajdowały się ponadto w Kuźnicach Świdnickich, Szczawienku, na Piaskowej Górze i w Sobięcinie.

6 Wysiedlenia Niemców i osadnictwo ludności polskiej na obszarze Krzyżowa – Świdnica w latach 1945 – 1948, pod red. Karola Jońcy, Wrocław 1997, s. 234.

7 Zenon Romanow, Ludność niemiecka na ziemiach zachodnich i północnych w latach 1945-1947, Słupsk 1992, s. 30.

8 W powiecie wałbrzyskim osiedliło się ok. 20 tys. Polaków z Francji.

9 Z. Romanow, Ludność niemiecka na ziemiach…, s. 86.

10 Tamże, s. 100.

11Relacja ustna Lotte Wincek, 02.02. 2009, Wałbrzych.

12 Relacja ustna Ingetraut Tabaka, 16.09.2009, Wałbrzych. Relacja znajduje się w Archiwum Historii Mówionej Ośrodka KARTA w Warszawie pod sygnaturą Tabaka_ Ingetraut_ AHM_ 1450, a także w zbiorach autora.

13Tamże.

14 Zenon Romanow, Ludność niemiecka na ziemiach…, s. 56.

15Tamże, s. 56 – 57.

16 Na temat wydarzenia ukazał się artykuł Hitlerowcy wysadzili dom w powietrze. Bestialski sabotaż w Młotach, w „Trybunie Dolnośląskieję”, 17 maja 1946 roku.

17Ludwik Skiba, Dolnośląskie Zagłębie Węglowe w organizmie gospodarczym PRL, Warszawa 1979, s. 86.

18 Wywodząca się z Dortmundu Gertruda Wesołowska nauczyła się nieco języka polskiego w szkole zorganizowanej przez Związek Polaków w Niemczech. W jej domu mówiło się po niemiecku, ona skończyła niemiecką szkołę. O problemach ze swoim niemieckim pochodzeniem wspominał też Józef Waliszewski, który przyjechał do powiatu wałbrzyskiego, kiedy miał kilka miesięcy. Za każdym razem, kiedy musiał w szkole powiedzieć że urodził się w Herne w Westfalii, był nazywany „Szwabem”. Podobne problemy miał także jego ojciec w pracy.

19 D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50 – lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno – Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008, s. 159.

20 Zenon Romanow, Ludność niemiecka na ziemiach…, s.142.

21Tamże.

22Tamże, s. 135.

23 Niemcy w Polsce 1945 – 1950. Wybór dokumentów. Tom IV, pod red. Daniela Boćkowskiego, Warszawa 2001, s. 434

24 Bernhard Grund, Pierwsza szkoła podstawowa z wykładowym językiem niemieckim [w:] D. Stempkowska, M.

Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 185. 25 Tamże, s. 188.

26 Rosemarie Schilke, Moje wspomnienia szkolne [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 189 – 190.

27 Manfred Richter, Lata powojenne na Pogórzu Wałbrzyskim. Gottesberg – Boża Góra, Waldenburg – Wałbrzych von 1945 bis 1948, [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro… s. 200.

28Wolfgang Kellner, Pomoc rodziców w nauczaniu [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro… Wałbrzych 2008, s. 183.

29Rosemarie Schilke, Moje wspomnienia szkolne…, s. 190.

30Tamże, s. 202.

31Tamże, s. 192.

32Manfred Richter, Oni zostali. Tak powstało Niemieckie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne w Wałbrzychu [w:] Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 171.

33 Artykuł w „Arbeitstimme” z 27 listopada 1954 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…,s. 193 – 194. Manfred Richter [w:] Lata powojenne na Pogórzu…, s. 203, podaje informację, że zespół Freundschaft powstał w listopadzie 1952 roku.

34Manfred Richter, Oni zostali…, s. 172.

35Artykuł w „Arbeitstimme” z 27 listopada 1954 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…,s. 202.

36Manfred Richter, Oni zostali…, s. 172.

37Artykuł w „Arbeitstimme” z 27 listopada 1954 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 201.

38 IPN Wr 053/338, sprawozdania miesięczne szefa PUBP Wałbrzych rok 1952.

39Tamże.

40IPN Wr 053 210, sprawozdania miesięczne szefa PUBP w Wałbrzychu za 1953 rok.

41 Tamże, sprawozdanie za miesiące maj – czerwiec.

42Tamże.

43Tamże.

44D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…,s. 175.

45 Od 1945 roku Niemcy w Polsce byli pozbawieni obywatelstwa, dysponowali jedynie dokumentami zameldowania, bez zdjęcia, które podkreślały ich narodowość. Niemcy nie posiadali także praw mniejszości narodowej. Sprawą tą nie zajęto się nawet pomimo podpisania w 1950 roku układu granicznego między Polską a NRD. Projekt wydania Niemcom dowodów osobistych był już opracowany przez Komendę Powiatową Milicji Obywatelskiej, przy współudziale Okręgowego Związku Zawodowego Górników w grudniu 1954 roku, ale nie został zrealizowany.

46 Projekt statutu został opracowany w czerwcu 1956 roku w Komitecie Miejskim PZPR w Wałbrzychu i wysłany do KC PZPR.

47 Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…,s. 178.

48Tamże, s. 179.

49Tamże, s. 181.

50Walter Karier, Życie niemieckich wiernych wyznania katolickiego po drugiej wojnie światowej na Dolnym Śląsku, a w szczególności w naszym mieście ojczystym [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 222.

51Hans Kammler, Duszpasterstwo w Wałbrzychu po 1958 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…, s. 227.

52Annelies Wiemer, Duszpasterstwo w ewangelickim kościele w Wałbrzychu po 1946 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro…,s. 229.

53Został on zbudowany w latach 1770-1775.

Literatura:

 

1. Źródła drukowane

Niemcy w Polsce 1945 – 1950. Wybór dokumentów, tom IV, pod red. Daniela Boćkowskiego, Warszawa 2001.

Wysiedlenia Niemców i osadnictwo ludności polskiej na obszarze Krzyżowa – Świdnica (Kreisau – Schweidnitz ) w latach 1945 – 1948, pod red. Karola Jońcy, Wrocław 1997.

2. Dokumenty

Sprawozdania miesięczne Szefa PUBP, Wałbrzych 1952 r. IPN Wr 053/338.

Sprawozdania miesięczne Szefa PUBP, Wałbrzych 1953 r. IPN Wr. 053/ 210.

3. Prasa

Trybuna Dolnośląska”, R. 1946.

4. Relacje ustne:

Elżbieta Feliks, 12. 03. 2009, Krasiejów.

Elizabeth Panic, 11. 03. 2009, Staniszcze Małe.

Ingetraut Tabaka, 16. 09. 2009, Wałbrzych.

Józef Waliszewski, 16. 11. 2008, Boguszów – Gorce.

Gertruda Wesołowska, 08. 03. 2008, Boguszów – Gorce.

Lotte Wincek, 02. 02. 2009, Wałbrzych.

5. Opracowania:

Grund Bernhard, Pierwsza szkoła podstawowa z wykładowym językiem niemieckim [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Sammler Hans, Duszpasterstwo w Wałbrzychu po 1958 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk , Wałbrzych 2008.

Karier Walter, Życie niemieckich wiernych wyznania katolickiego po drugiej wojnie światowej na Dolnym Śląsku, a w szczególności w naszym mieście ojczystym [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Kellner Wolfgang, Pomoc rodziców w nauczaniu [w:] D. Stempkowska, M. Reichert,

Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Richter Manfred, Lata powojenne na Pogórzu Wałbrzyskim. Gottesberg – Boża Góra, Waldenburg – Wałbrzych von 1945 bis 1948 [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Richter Manfred, Oni zostali. Tak powstało Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Wałbrzychu [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Romanow Zenon, Ludność niemiecka na ziemiach zachodnich i północnych w latach 1945-1947, Słupsk 1992.

Schilke Rosemarie, Moje wspomnienia szkolne [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008. Skiba Ludwik, Dolnośląskie Zagłębie Węglowe w organizmie gospodarczym PRL, Warszawa 1979.

Stempkowska Dorota, Reichert Martin, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50–lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008.

Annelies Wiemer, Duszpasterstwo w ewangelickim kościele w Wałbrzychu po 1946 roku [w:] D. Stempkowska, M. Reichert, Wczoraj, dziś, jutro. Księga pamiątkowa z okazji 50-lecia powstania Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu – Dolny Śląsk, Wałbrzych 2008

Powrót do Artykuły – Dolnośląskie Miejsca Pamięci